Archiwum Strony 2

Czas.

Chyba każdy z nas zapewne choć jeden raz zastanawiał się nad tym czym tak na prawdę jest czas. Na pierwszy rzut oka łatwo go określić, ale gdy przychodzi do faktycznego nazwania tego czym on jest, wtedy zaczynają się schody. Moja pierwszy próba nazwania czasu wyglądała tak “Jednostka upływu czasu ?” - Ok, no jasne, że bzdura. Postanowiłem zobaczyć co na ten temat jest napisane w Encyklopedii FOGRA. Okazało się, że definicja jest dość lakoniczna. Otóż : Wielkość charakteryzująca zdarzenia ze względu na kolejność ich występowania. Nietrudno chyba zgadnąć, że pojęcie czasu będzie miało różne definicje w zależności od tego z której perspektywy będziemy na niego patrzeć. Dwa główne punkty widzenia na ten temat to punkt filozoficzny i fizyczny. Jako, że przyjemności powinno zostawiać się na koniec, tak więc najpierw zajmę się opisem czasu w ujęciu fizyzycznym.

Czas - wielkość służąca do chronologicznego uporządkowania zdarzeń. Jednym z pierwszych uczonych, który zajął się istotą czasu był Newton. Stwierdził on, że czas jest wielkośćią absolutną, bezwzględną i niezależną od jakichkolwiek czynników, czyli wszędzie upływa w jednakowy sposób i nie ulega żadnym deformacjom. Taka definicja czasu, była powszechnie znana aż do momentu powstania szczególnej teorii względności Einsteina. Stwierdził on, że czasoprzestrzeń jest czwartym wymiarem, w której na upływ czasu wpływa siła grawitacji. Oznacza to, że czas będzie płynął z różną prędkością w zależności od siły grawitacji w danym miejscu Wszechświata.

STW odrzuciła pojęcie “równoczesności zdarzeń”, ktora dla Newtona była rzeczą oczywistą. Wg. niego jedna sekunda trwa tyle samo bezwględu na to gdzie jesteśmy. Einstein twierdził, że czas jaki upłunął między dwoma zdarzeniami, będzie zależał od tego czy znajdujemy się na Ziemi czy też poruszamy się gdzieś w przestrzeni kosmicznej z ogromną prędkością. Najlepiej tą sytyację obrazuje “paradoks bliźniaków”.

Jeden z braci wyrusza w podróż kosmiczną z prędkością bliską prędkości światała, zaś drugi pozostaje na Ziemi. Po kilku ziemskich latach brat podróżnik powraca na Ziemię. Wg. Newtona obaj postrzali by się tak samo. Wg. Einsteina bliźniak który pozostał na Ziemi jest starszy od swojego brata. Bracia padli ofiarą zjawiska dylatacji czasu.

Tyle by było nt. czasu w fizyce. Teraz zajmijmy się jego czysto filozoficzną stroną. Pozwole sobie przedstawić najpierw własne poglądy, później poglądy kilku innych osób na tą sprawę. Po pierwsze twierdzę, że czas został stworzony przez i na potrzeby człowieka, jest po prostu jego wytworem, potrzebnym do funkcjonowania. Określa następujące po sobie zdarzenia. Dla przyrody, wszechświata jest on czymś zupełnie nieznanym i obojętnym. Wszystkie istoty poza człowiekiem nie zdają sobie sprawy z jego istnienia, ważne jest tu i teraz. Wiedza o istnieniu czasu nie przydaje się im, bo po prostu nie ma do czego.

Następna sprawa to względność jego upływu. Spoglądając na teorię Einsteina, trzeba uznać, że jest on rzeczywiście względny, płynie z różnymi prędkościami, ale teoria ta odnosi się do skrajnych warunków. Oznacza to, że dla zwykłego zjadacza chleba czas (fizycznie) jest bezwzględny. Czyli zakładam bezwględność czasu ziemskiego, co jest ważne dla następnych rozważan. Jeśli popatrzymy na jego istotę z takie codziennego, powszedniego punktu, to można odnieść wrażenie, że w zależności od tego w jakiej sytuacji jesteśmy płynie on różnie. Siedząc w domu cały dzień, czekając na jakieś wydarzenie czas strasznie się dłuży, gdy zajmujemy się jakąś pracochłonną rzeczą czas płynie niespodziewanie szybko, po prostu umyka przez palce. I tutaj dochodzimy do momentu, w którym możemy stwierdzić : “Względne jest poczucie czasu, a on sam jest bezwględny”. W tym zdaniu zamyka się mój pogląd nt. czasu.

Teraz pozwolę sobie przytoczyć moją rozmowę z towarzyszką Marysią M. :

1. Czy czas jest względny ? Tzn, że płynie różnie dla różnych osób czy może sekunda to sekunda i nie ma o czym rozmawiać ?

2. Czy czas jest czymś wytworzonym przez człowieka, na jego potrzeby, a tak naprawdę w przyrodzie nie ma znaczenia i gdy nie ma człowieka, który jest jego świadom on nie istnieje ?

3. Krótka rzeczowa definicja czasu.

Ad.1 Czas jest to pojęcie typowe dla ludzi, rozumiesz? Występuje w naszym ziemskim i doczesnym rozumieniu jako jednostka przemijania. Sekunda to sekunda taka sama i bezwzględna, ale jeśli robimy dużo ciekawych dla nas rzeczy to mamy wrażenie, że czas płynie szybciej, dlaczego? Bo to nas pochłania, tracimy “poczucie czasu” przestajemy o nim myśleć stąd - szczęśliwi czasu nie liczą, a kiedy sie nudzimy to liczymy każdą minute - marnujemy czas- bo on nieustannie mija. Przez to mamy wrażenie że raz jednostka czasu jest krótka, a raz długo

Ad.2 Czas jest charakterystyczny dla człowieka, na jego potrzeby, bo funkcjonuje początek i koniec, ludzie muszą się otaczać liczbami czymś wymiernym porównywalnym, pojętym dla logiki i umysłu.
Teraz posłuchaj: przeciwieństwem czasu jest wieczność. Jedyną osobą która jest wieczna jest Bóg. Dla Niego tylko nie istnieje pojęcie czasu. To jest bardzo trudne dla umysłu. Nie ma człowieka, który nie jest świadom istenienia czasu. Przynajmniej człowieka ,który nie cierpi na żadne z zaburzeń układu nerwowego…

Moje podsumowanie : dobre.

W napisaniu tego posta posłużyłem się materiałami z Wikipedii oraz z miesięcznika Focus.

Widziane z boku.

Światopogląd, który wyznajemy jest jednocześnie niepowtarzalnym i jedym z wielu takich samych. Brzmi to conajmniej przewrotnie i filozoficznie, ale tak chyba rzeczywiście jest. Zastanówmy się. W momencie gdy kształtuje się nasz trzeźwy obraz świata, ma na niego wpływ cała rzesza czynników zewnętrzych, gdyby tak nie było, nie było by też naszego światopoglądu, bo jak wydawać opinie na jakiś temat nie mając z nim związku. Oznacza to, że nasz sposób postrzegania musi być jednym z wielu podobnych jeśli nie takich samych. A teraz popatrzmy z drugiej strony. Jeśli nie ma dwóch takich samych ludzi to i nie może być dwóch identycznych światopoglądów. Jeżeli nawet będziemy wychowywali się w tym samym środowisku np. zwykłe osiedle, to i tak wpływ na nas będzie miało następne 100 różnych czynników. Własne zdanie w dzisiejszym świecie pomaga odpowiedzieć na pytanie : czego oczekujemy od życia, jakimi wartościami się w nim kierujemy, czy żyjemy zgodnie z naszym wzorem wyznawanych wartości. Podsumowując krótki wywód : Każdy ma (powinien mieć) swój własny, a przede wszystkim niezależny, obraz świata. Obraz ten pomaga w poznaniu samego siebie.

MTV i McDonald’s

Tytuł posta jest oczywiście nieprzypadkowy i nie trudno się domyśleć o czym mowa będzie. Otóż będzie o popkulturze, tandecie i kiczu. Wszystkie te trzy pojęcia zawierają się w pierwszym, które jest chyba najlepszym określenie współczesnego skomercjalizowanego do szpiku kości świata. Kultura popularna, bo tak właściwie brzmi ta nazwa, narodziła się niedługo po II Wojnie Światowej. Jej kolebką jest USA oraz Europa Zachodnia, które po tragicznej wojnie chciały otrząsnąć się z letargu i zapaści, nie tylko gospodarczej, ale również kulturowej. Na przestrzeni kilku lat zaczęła powstawać kultura masowa czyli kultura przeznaczona dla masowego odbiorcy. Jej sukces wynikał ze standardyzacji przekazu tzn. informacje przez nią przekazywane były zbudowane w taki sposób, że każdy bez względu na np. wykształcenie był w stanie je zrozumieć. Sukces wynikał także z tego, że przekazywała ona społeczeńswtu to co społeczeńswto chciało. Kreowała i dalej kreuje pewne wartości, które prędzej czy później staną się powszechnie uznawanymi, lub też sama dostoswuje się do mas, znowu popularyzując to czego masy chcą.

Pierwszym i chyba najbardziej obrazowym przykładem, a właściwie zjawiskiem kultury masowej jest sieć restauracji fast-food McDonald’s. Co ciekawe McDonald’s to już nie tylko resturacja szybkiej obsługi, ale to sposób życia i funkcjonowania, we współczesnym, zabieganym, świecie. Całe społeczeństwo uległ makdonaldyzacji. Wszystkie codzienne czynności w znacznym stopniu stały się fast-foodem: procesami szybkimi, nad którymi się nie zastanawiamy, bo nie mamy czasu. Bierzemy to co wydaje nam się najlepsze na pierwszy rzut oka. Nie zastanawiamy się nad głębszym sensem naszych czynności : idziemy do supermarketu gdzie kupujemy hamburgera w promocji, której najprawdopodobniej nie było (!). O makdonaldyzacji społeczeństwa możnaby się długo rozpisywać, ale wydaje mi się, że wystraczy podkreślić tylko to, iż jest ona wynikiem globalizacji - globalnej wioski. O ile samej globalizacji nie można przypiąć jednoznaczmego przymiotnika dobra czy zła, o tyle z makdonaldyzajcą można już tak zrobić. Makdonaldyzacja wynika z globalizacji, ale nie jest jej równoważna, bo globalizacja to nie tylko wspomniane fast-food’, ale też swobodny przepływ informacji (jak najbardziej pozytywny).

McDonald’s stał się mistrzem manipulacji klientem : posiłki są niesycące, krzesełka w restauracjach niewygodne, menu bardzo ograniczone i podawane na bierząco. Jednym hamburgerem się nie najesz = kupujesz następnego; krzesełka w restauracjach niewygodne = zmusza Cię to do szybkiego opuszczenia restauracji, zwalniając tym samym miejsce innym klientom; menu jest ograniczone = masz dokonać szybkiego wyboru, najczęściej przychodzisz i wiesz jaki zestaw zabierzesz; jedzenie podawane na bierząco = uzupełnia wcześniejesze argumenty. Kolejne nowopowstające restauracje powielały tylko schemat swojego wielkiego guru.

Drugi symbolem popkultury i to symbole przez duże “S”, jest Music Television bardziej znane jako MTV. Telewizja ta powstała na początku lat 80′. Na początek w swoich zbiorach posiadała, “aż” 80 teledysków. Jak widać skromny początek nie oznacza wcale rychłego końca. Znowu : na czym polegał jej sukces ? Na emitowaniu tego czego chcą widzowie. Schemat ponownie powtórzony. Po 25 latach istniena MTV stała się wielki molochem kultury masowej. Stacja już dawno odeszła od swojego pierwotnego celu, puszczania muzyki. Teraz tworzy mody, trendy, lansuje gwiazdy. W życiu młodego człowieka jest wyznacznikiem dobrego smaku, gustu. MTV wychowuje kolejne pokolenie młodych ludzi, którzy w dorosłym życiu będą “właściwie” nastawieni do świata. Staną się jedną wielką masą, nastawioną wyłącznie na konsumpcję i co najważniejsze masą w pełni przewidywalną bo zmanipulowaną od samego początku. Gdy ktoś wmawia ci od maleńkości, że białe jest czarne to rzeczywiście jest.

Kicz i tandeta, jak już pisałem, zawierają się w popkulturze, która ciągle tworzy plastikowe gwiazdki jednej piosenki. Pochwalę się znajomością tematu : Mandaryna, Backstreet Boys, Britney Spears, US5, Just 5, Tokio Hotel, Blog 27. O matko, dużo tego. Ciekawa jest ostatnia propozycja czyli polski, dziewczęcy “zespół”, pochodzący z castingu (a jakżeby inaczej ?) Blog 27. Przykładem tego jak bardzo jest on kiczowaty jest tytuł singla, czy albumu “Lol”. Tytuł we wspaniały sposób pokazuje target czyli grupę docelową, którą jest młody człowiek w wieku 14-15 lat, korzystający z komunikatorów internetowych - bardzo chłonny rynek. Z ciekawości wpisałem hasło “Blog 27″ do wyszukiwarki i znalazłem forum, na którym rozwrzeszczone dziewczyny pisały o tym jaka muzka “Blog 27″ jest cudowna i jak to one kochają dziewczyny z tej grupy. Płakać się chce, cóż.

Kultura masowa jest odpowiednikiem populizmu w polityce. Tworzy to czego chcesz, ale jakość tego tworu jest, tak jak w populiźmie, dość wątpliwa. Musi istnieć frakcja konserwatyna czyli ludzie patrzący na świat w trzeźwy, niezależny sposób. Problem w tym, że masowość tak głęboko jest zakorzeniona w społeczeństwie, że w zasadzie nawet odporni konserwatyści są jednym z trybików maszyny. Popowi ulegamy nawet tego nie chcąc, nieświadomie. Sytuacja wygląda więc niewesoło.

“Zgasło słoneczko ludzkości”

Socrealizm Profesorka od historii, napomnknęła wczoraj na lekcji, że w Zielonej Górze jest wystawa poświęcona śmierci Stalina. Fakt ten skłonił mnie do napisania tego posta. Wiele osób zarzuca mi, że jestem komunistą. bo interesuję się komunizmem, Stalinem, PRL’em i tego typu sprawami. Chcę się po prostu wytłumaczyć z mojej pasji i z tego na czym ona tak na prawdę polega.

Sam komunizm, socjalizm jako ustrój był, jest i będzie ustrojem beznadziejnym, fikcyjnym, a co nawjażniejsze kompletnie utopijnym, niemożliwym do zrealizowania w tak dużej wspólnocie jaką jest państwo. Niemożliwy bo jak podzielić cały majątek państwa równo pomiędzy wszystkich obywateli i to tak aby każdy miał swój majątek ? Gdy czyta się książki z tamtego okresu (co ja czynię…) soc-rzeczywistość jest idealna, cukierek. Jaka była real-reczywistość dobrze wiemy i nie muszę nic tłumaczyć. Dobra, koniec, utopia. Zapamiętać wszyscy raz na zawsze, komunizm jest zły i błędny.

Trzeba jeszcze dodać, że z definicji socjalizm nie był ustrojem czy filozofią zbrodniczą. Jestem pewien, że Marks czy Engel nie tworzyli go w celu ucieśnienia narodów, a przeciwnie chcieli je wyzwolić spod ręki wyzyskujących klasę robotniczą ludzi (burżujów), nie mogli też przewidzieć jaki kształt komunizm przyjmie w praktyce. Być może gdyby w owych czasach realizacją tego ustroju zajęli się mniej zdesperowani i rządni władzy ludzie, to nie stałoby się to co się stało. Jednak tutaj kółko się zamyka bo tych zdesperowanych ludzi nie byłoby tyle gdyby nie równie zdesperowani burżuje, chcący wyzyskać robotników i zdobyć władzę.

Uważam, że socjalizm (nie dyktatura socjalistyczna) mogłaby się sprawdzić tylko w małych wspólnotach, wręcz w grupkach. Załóżmy : Na bezludnej wyspie ląduje 12 osób, które aby przeżyć muszą współpracować. Dobra przez nich zdobyte są dzielone równo pomiędzy wszystkich. Taki socjalizm jest realny, w odniesieniu do dużej społeczności już nie.

Można się też zastanowić, dlaczego socjalizm, jaki powstawał kiedyś i powstaje dzisiaj (głównie w państwach Ameryki Północnej np. Wenezueli) przybiera formy dyktatury (np. wojskowej) ? Na pewno wpływ na to ma właśnie zdesperowana klasa robotnicza, mająca dość ucisku ze strony kapitalistycznego zachodu. Jest to swego rodzaju amok, w którym ta część społeczeństwa domaga się radykalnej zmiany sposobu rządzenia. Wtedy do głosu dochodzą populiści, widzący możliwość szybkiego zdobycia władzy na falii powszechnego rozgoryczenia. Rzeczywiście do władzy dochodzą, przeprowadzają zapowiadane i niezapowiedziane reformy, otwierają sobie następne furtki i…”O rany!, ale o co chodzi ?”

Jeśli uważnie przeczytałeś/-aś to co napisałem wyżej, to jesteś świadom tego, że socjalizm jako ustrój polityczny wogóle mnie nie pociąga. Więc co ? Ano, właśnie soc-rzeczywistość powstała w państwach komunistycznych po II W.Ś czyli : kapitalne hasła propagandowe; plakaty z ojcami narodów; marsze; wiece; 1 maja; kartki; język; literatura; pieśni (Międzynarodówka). Właśnie to dla mnie jest najlepsze w socjaliźmie, ta cała otoczka, bańka, zakłamanie władz, które dobrze wiedziały co robią, a udawały Greka. Swego rodzaju uroku nie można też odmówić przemówieniom wysokich dygnitarzy nt. Planu 5-letniego, krajów imperialistycznych, wrogów ustroju komunistycznego. Wszystko to było jedną wielką bańką, która rosła przez 60 lat, aż w końcu z hukiem prysła. Dzięki Bogu.

Złote Kredy 2006

Złote Kredy to plebiscyt, w którym uczniowie mojego liceum wybierają najlepszych nauczycieli w 11 określonych kategoriach, są to :

1. Gapcio - udaje zaradnego życiowo. ale potrafi sią potknąć o własne nogi, co wzbudza niesłychaną sympatię.
2. Pracuś - nauczyciel, dla którego każda godzina lekcyjna jest ważna.
3. Łasuch - nauczyciel przyjaciel, znajdzie słodycz w największym rozgoryczeniu.
4. Gargamel - Chociaż bardzo się stara jego plany biorą w łeb, wbrew pozorom wszyscy go lubią.
5. Papa Smerf - wszyscy go szanują, można liczyć na jego pomoc, ma bardzo dużą wiedzę ale nie obnosi się z tym.
6. Ważniak - uważa, że jest ważny bo jest nauczyciele, lecz nie lekceważy siły uczniów.
7. Zgrywus - uwielbia rozdawać wybuchowe upominki pod postacią kartkówe.
8. Laluś - swój czar rzuca na każdego z nas, jednak jest to magia, która pryska podczas pierwszych sprawdzianów.
9. Maruda - choćby wszyscy mówili, że jest dobrze, zawsze znajdzie dziurę w całym, ciągle narzeka, a to, że za mało czasu, a to, że matura nie tak, a to nagroda nie taka.
10. Ćwiczuś - twardy i nieporuszony jak góra lodowa, jego motto : “ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć!“.

11. Złoty Młotek - nagroda dla mniej zauważalnych, choć równie ważnych pracowników naszej szkoły, czyli woźnych.

Podczas małego klasowego zebrania, dość reprezentatywna grupka z kolegów i koleżanek ustaliła, że cała klasa będzie głosowała w ten sam sposób, na tych samych nauczycieli : “bo w kupie siłai“. W niektórych kategoriach mieliśmy porblemy z wybraniem naszych typów, jednakże było kilka takich kategorii, w których żadnych problemów nie było, a nazwiska nasuwały się same. Oto niektóre z nominacji mojej klasy :

3. p. Kurzacz - j.polski. Można przyznać z całą odpowiedzialnością, że jest to typ nauczyciela - przyjaciela. Chociaż często jej podpadamy, to gdy jest spokój, na lekcji panuje świetna atmosfera. Jej osoba nie stroni od żartów, zdarzają jej sie gafy, wtedy lekcja jest już świetna.

4. p. Tarka - profesorka od biologii, ma ogromną wiedzę. Podziwiam kobietę bo umie odpowiedzieć na nasze najdziwniejsze i najwymyślniejsze pytania dot. biologii. Jest tylko jeden problem, ale nie z nią tylko z nami. Mamy problemy z robieniem notatek podczas jej wykładów co wychodzi podczas sprawdzianów i kartkówek. Oceny są tragiczne. Mi dała 5 na półrocze chociaż mam same 4, naprawdę godna podziwu kobieta.

9. p. Sobczak - nasza wychowawczyni. Narzeka cały czas, chociaż chyba dajemy jej do tego powody. Nominacja za tą nadporgramową ilość narzekań.

Kolejowe Opowiadania cz.1

Występują : Pan Pieprz, Pan K, Samotny Dziadek, Starsza Pani, Córka Pani Starszej

Rozpoczynam cykl Opowiadań Kolejowych, w którym opisywał będę historie i ludzi napotkanych na swojej drodze do szkoły. Jak można wywnioskować z tytułu do szkoły poruszam się pociągiem do odległego o ok. 35 km Leszna, podróż trwa ok 27 min (+/- 10 min z powodu opóźnień). 27 min to zdawałoby się niewiele czasu, ale gdy siedzi się w cuchnącym, obskurnym wagonie typu żółtek to jest to naprawdę dużo czasu.

Pierwszą, a zarazem najmniej szokującą z kilku historii jakie dotąd mi się przydarzyło, w ciągu 4 (!) miesięcy podróży jest historia o Samotnym Dziadku. Zaczynamy. Pewnego piątkowego popołudnia wraz ze swoim kompanem w codziennych podróżach Panem K wsiadłem do piętrusa. W gąszczu osób wyhaczyliśmy naszym wytężonym do granic możliwości wzrokiem pewnego Samotnego Dziadka, obok które była 3 wolne miejsca. Jako że taka liczba wolnych miejsc w pełni nas satysfakcjonowała zagadnąłem nieśmiało do Dziadka :

- Przepraszam, czy te miejsca są wolne ?

- Tak - odparł rześko dziadek

- Czyli możemy siadać.

Pociąg jak zawsze sapał jeszcze kilka dobrych minut, po czym ruszył ku mojemu miastu. Zachęcony perspektywą sporej ilości czasu, jaką miałem przed dotarciem do celu, wyjąłem Moją Gazetę. Na co Samotny Dziadek niespodziewanie zagadnął :

- Pan czyta tego Kichnika ? Przecież to Żyd !

- Ale on już nie jest naczelnym - zripostowałem, chcąc uniknąć wywodów Dziadka

Czyn wyjęcia Mojej Gazety okazał się najgłupszą rzeczą jaką mogłem wtedy zrobić. Czynność ta uruchomiła nieograniczony wręcz słowotok Samotnego Dziadka, a także strumień moich grzecznych, ale jakże fałszywych przytakiwań. Od Samotnego Dziadka dowiedziałem się kilku rzeczy z jego biografii, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że o żadną z tych informacji nie zapytałem. Pod koniec podróży byłem uświadomiony, że Samotny Dziadek :

skończył Wyższą Szkołę Wojskową; ma syna w Niemczech, do którego czasami przyjeżdża; jego emerytura to ok 3000 zł; często zagląda do sanatoriów; w rządzie są sami Żydzi i Syjoniści;

Pociąg powoli dojeżdżał do przedostatniej stacji, na której wysiadał Pan K, mój kompan. Pozbyłem się ostatniej deski ratunku, gdyż próbując uniknąć adresowania wypowiedzi Dziadka do mojej skromnej osoby zbywałem go spojrzeniem, po czym Dziadek kierował swoje wywody do Pana K. Cóż. Na stacji tej do naszego przedziału wsiadły dwie jakże urokliwe panie : Pani Starsza oraz Pani Córka Pani Starszej. Samotny Dziadek swoim zwyczajem rozpoczął konwersację.

- W sanatoriach zawsze jestem pierwszym ForDancerem, szukam takich pięknych kobiet jak Pani(Córka Pani Starszej), ale wszystkie to szerokie jak szafy !

- Jak Pan tak może ? Tak się nie godzi! Przyganiał kocioł garnkowi! - z wyraźnym oburzeniem ryknęła Pani Starsza na Samotnego Dziadka

Całe to zamieszanie, wzbudziło lekkie chichoty w przedziale, przy moim jakże widocznym udziale. Pociąg dojeżdżał do Mojej Stacji. Uradowany wyskoczyłem czym prędzej i pognałem ku mojej chwirze.

Witaj Świecie !

Idąc za przykładem wielu osób postanowiłem zacząc blogowanie. Mam nadzieję, że uda mi się tutaj uciec od wszelkiego rodzaju kiczu, chaosu i nieładu, jaki panuje na większości polskich, młodzieżowych blogów. Postaram się zapisywać tutaj, moje rozmyślania na najróżniejsze tematy począwszy od szkoły skończywszy na polityce, filozofii. Pokój ludziom chcącym uciec w normalną, choć może nie do końca realną rzeczywistość Internetu.

Dla jasności : powstały cztery kategorie o przejrzystych tytułach. W najbliższej przyszłości zamierzam napisać post o tym czym jest czas. Ciekawe z jakim skutkiem.

« Poprzednia strona