Archiwum kategorii 'Wszystko' Category

Przenosiny

Blog zaliczył pierwsze i mam nadzieję ostatnie przenosiny na http://www.panpieprz.go.pl. Tego bloga ze względów bezpieczeństwa nie usunę. Pozdrawiam i zapraszam pod nowy adres.

If you’re going to…

Poniżej przedstawiam filmik “sklecony” ze zdjęć z oficjalnej inauguracji sezonu rowerowego 2006, której dokonali Zapaleni Rowerzyści z Rawicza. Trasa była świetna, pogoda też. Zapraszam do oglądania.

Władza demoralizuje

Makbet, ponad wszystko pragnął władzy. Powodowały nim chorobliwe ambicje, chęć rządzenia. Władzę zdobył w sposób niegodny, zabijając króla. Pierwsza zbrodnia pociągnęła za sobą kolejne : zamrodowanie swojego najlepszego przyjaciela oraz rodziny Makdufa. Makbet ze szlachetnego, cnotliwego rycerza, staje się tyranem, który zrobi wszystko dla utrzymania się przy władzy. Rządzenie dla rządzenia.
Szekspir pisząc ten dramat nieświadomie stał się prorokiem systemu komunistycznego. Tyran zdobywał władzę najczęściej przez zamach stanu lub rewolucję, co jest morderstwem popełnianym na narodzie, który tymsamym traci swoją wcześniejszą tożsamość. Historia przestaje się liczyć, jest tylko teraźniejszość. Przeszłość była zła, wbij sobie to narodzie do głowy. Tyran nie spocznie na laurach, teraz trzeba wybić wszystkich przeciwników, fanatyków też ( są zbyt wierni, kiedyś mogą zaszkodzić). Rewolucja zaczyna zabijać swoje własne dzieci.
Zastanawiałem się niedawno, na czym polega satysfakcja, którą płynie z rządzenia. Mamy władzę nad ludem, sterujemy nim. Satysfakcja może polegać na oddaniu się prowadzeniu społeczeństwa ku lepszemu. Może też polegać na zaspakajaniu własnych ambicji. Tak zgadzam się. Ale jaką satysfakcję daje ucieśnianie własnego narodu i prowadzenie go ku jakimś utopijnym i nieracjonalnym celom ? Nie mam pojęcia. Jak można wierzyć, że władzy uda się wpojenie do głowy każdemu obywatelowi jakiejś ideologii ? Czy można szczerze, zaznaczam szczerze, wierzyć w takie głupoty ? Czy Stalin był geniuszem, czy głupcem, który tak w rzeczywistości myślał ? Nie władza demoralizuje. Demoralizuje lęk przed utratą władzy.

Otwarcie sezonu

Tak, tak, dzisiejszego dnia odbyłem dziewczą podróż rowerową, tymsamym otwierając nowy i obiecujący sezon 06'. Pogoda jak na wiosnę niezbyt dopisała, opady deszczu zostały zrekompensowane przez wysoką temperaturę. Jako, że była to pierwsza wycieczka w tym roku, musiała ona zostać poprzedzona specjalnymi przygotowaniami roweru. Ten, wyciągnięty z garażu po raz pierwszy od grudnia wyglądał zaskakująco dobrze. Wyczyściłem doszczętnie ramę, umyłem,a później nasmarowałem łańcuch, który po tych zabiegach lśnił się jak złoto. Pozostał jeszcze tylko problem tarczy hamulcowej ocierającej o klocek. Owa niedogodność została naprawiona w czasie jazdy, co nie zmienia faktu, że hamulec kwalifikuje się do regulacji w serwisie. Przygotowując rower zauważyłem też lekkie skrzywienie przedniego koła, ale jest ono tak małe, że w żaden sposób nie wpływa na jazdę. Największy problem pojawił się gdy ruszyłem spod garażu, a licznik uparcie wskazywał 0 km/h. Były trzy możliwości : albo licznik zamarzł przez całą zimę stania w garażu (pamiętne temperatury - 20°C), albo ja nie wciskam go do końca na uchwycie, albo czytnik nie ma kontaktu z magnesem. Jak się później okazało możliwość numer trzy była tą prawdziwą. Sprawiło mi to niemałą radość, bo byłem przekonany, że będę musiał oddać licznik na gwarancję.

Po pozbyciu się tego problemu mogłem z czystym sumieniem ruszyć w trasę. Start o godzinie 11 spod rawickiego ratusza. Na trasę wyruszyło 5 osób. Jechaliśmy przez Korzeńsko, Żmigród, Skokową, Prusice, Rudę Żmigrodzką, Czarny Las, Zieloną Wieś. Łączny dystans to 87 km, które jak na pierwszą podróż w pełni zaspokoiło mój apetyt na kilometry. Trasa nie obfitowała w jakieś szczególnie ciekawe zabytki. Zresztą przy takiej pogodzie nie można za bardzo rozwlekać trasy i wydłużać czasu. To wszystko. Pozostaje mi czekać na następną sobotę.

Na Kreml, szybko!

5 marca 1953 roku zmarł Józef Wissarionowicz Stalin, a historia jego śmierci wyglądała tak. Do gabinetu Stalina można było wchodzić tylko wtedy gdy on sam zadzwoni, w przeciwnym razie nie wolno nawet pukać. Tego dnia do godziny 18.30 nikt z gabientu w daczy w Kunicewie nie dawał znaku życia. Jeden z odważnych oficerów zdecydował się nieśmiało zerknąć co tak długo Józef robi. Wkroczył do gabientu gdzie zobaczył leżącego na podłodze Stalina. Gdy Łozgaczow zaczął dopytywać się co się stało Stalin zsiusiał się w spodnie po czym stracił przytomność.

Nieprzytomnego Stalina przeniesiono na wersalkę i szybko zawiadomiono kilku jego najbliższych współpracowników : Berię, Malenkowa, Chruszczowa. Gdy 1 marca z rana w gabinecie pojawił się Beria, zaraz na wejściu nawrzeszczał na ochronę i zabronił wzywać lekarzy bo Stalin śpi. Tymsamym Beria przyczynił się do tego, że Stalin, który był po wylewie przeleżał bez opieki medycznej dobrych kilka godzin. To nie koniec komedii, wstęp.

Profesorowie, mądre głowy, gdy przyjechali do Kunicewa byli tak przerażeni, że bali się zmierzyć Stalinowi ciśnienie. Teraz najlepsze. W 1952r. osobisty lekarz Stalina poradził mu aby ten przeszedł na emeryturę. Zapobiegliwy Stalin uznał lekarza za agenta, chcącego go otruć i skazał na śmierć.

Do Kunicewa zaczęły przyjeżdżać grupki radzieckich dygnitarzy. Większość nich była rzeczywiście zasmucona umierającym Stalinem, ale chyba wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że jego śmierć zapobiegnie czystkom w partii, które miały niedługo nadejść. Co ciekawe, w świetnym humorze był Beria. Od dłuższego czasu miał na pieńku z Wodzem i wiedział, że on poleciałby jako pierwszy. Raz puściły mu nerwy, gdy Stalin otworzył oczy Beria zaczął go całować po rękach.

Wódz leżał nieprzytomny cztery dni. Twardogłowi, którzy przybyli do Kunicewa, zaczęli dzielić się władzą po umierającym Stalinie i ustalalili oficjalną wersję jego śmierci : Zmarł na Kremlu. Do Kunicewa zjeżdżają człokowie politbiura. O godzinie 21.50 5 marca Stalin umiera. W ciszy gabinetu rozlega się krzyk Berii. Wzywa swojego kierowcę, i czym prędzej gna na Kreml, żeby przyklepać wcześniejszy podział władzy. Zaraz za nim wszyscy zebrani także wskakują do swoich limuzyn. Wszyscy obierają jeden wiadomy kierunek. Ochrona wywozi tam ciało Wodza. Bo przecież Stalin umarł na Kremlu.

W przygotrowaniu tej notki posłużyłem się artykułem "Na Kreml, szybko" z dodatku do gazety Wyboczej, Duży Format.

Zachwiania terenu.

Czy osoba w moim “17-letnim wieku” może powiedzieć, że ma doła ? Tak się składa, że całkiem niedawno miałem okazję podyskutować na ten temat z kilkoma osobami. Wniosku z tej rozmowy wyniosłem właściwie tylko z mojej wypowiedzi tzn. przedstawię własne zdanie.

Wiem, że żyjemy w zabieganym świecie. Ciągle nas coś goni, wykonujemy wiele rzeczy na raz, żeby uwinąć się w możliwie krótkim czasie. Nie poświęcamy tyle uwagi wszystkim rzeczom ile byśmy chcieli. Miewamy lepsze czy gorsze dni. Jednakże polska młodzież nie ma chyba jeszcze tylu zmartwień, żeby z czystym sumieniem stwierdzić “Przepraszam, ale dzisiaj mam doła” - oczywiście, może tak powiedzieć, nie chcę tu ograniczać czyjejś wolności słowa - ale będzie się to mniej lub bardziej mijało z prawdą. “Mam doła” używa się bardzo często w znaczeniu ogólnym, chcąc usprawiedliwć wszelkie swoje niedyspozycyjności. Wychodzi się z założenia, że jak pokarzę jaki to jestem męczennikiem losu to ktoś się nade mną zlituje. “Doła” ma się najczęściej w odniesieniu do jednej sytuacji wyciągniętej z całego dnia, która ma niby burzyć wszelaki ład i porządek w umyśle młodego człeka.

Ja osobiście nigdy nie obudziłem się z przekonaniem “O dzisiaj, mam doła, to będzie zły dzień”. Nie wiem czy to wynika z mojej lekkiej znieczulicy, czy nie, ale wiele wskazuje na to, że po prostu “posiadanie dołka” w całym dniu jest niemożliwe u takiej młodej osoby. Bo czym tu się martwić ? Z dziewczyną mi nie wychodzi - jedna z wielu kolejnych dziewczyn, zła ocena - za miesiąc nie będę o niej pamiętał, wkurzona przyjaciółka - i tak się pogodzę. Po prostu nie mamy tak wielkich zmartwień, mogących pociągnąć nas w depresję. Oświadczam wszem i wobec “doły” są bzdurą, którą używamy, żeby usprawiedliwać swoje chwilowe słabości.

_________________________________

Po dyspucie na temat dołów z Maciejem, muszę coś wyjaśnić. Przyznaję się, że patrzyłem na całą sprawę w dość wąskim zakresie tzn. myślałem tylko o moim środowisku. Środowisku osób młodych z normalnych bezawaryjnych rodzin. Gdy popatrzymy na ten temat trochę szerzej można zauważyć odstępstwa od mojej reguły. Nie każda rodzina i nie każde środkowisko jest normalne w normalnym tego słowa znaczeniu. Jeśli młody człowiek ma takie problemy jak np. : rozstający się rodzice, długotrwały brak zaakceptowania ze strony jakiejś grupy itp. to rzeczywiście może powiedzieć “nie chce mi sie żyć”, “nie chce was znać”. Są to dość ciężkie przypadki, których wcześniej niestety nie brałem pod uwagę, a powinienem.

O Mike’u Oldfield’dzie słowa dwa.

Zapewne wielu z was drodzy Czytelnicy (jeśli takowi istnieją) słyszało o Mike’u Oldfield’dzie. Muzyku, który od lat tworzy muzykę instrumentalną. W swojej pracy opiera się na bardzo wielu instrumentach począwszy od gitary skończywszy na syntezatorach oraz słynnych dzownach rurowych (Tubular Bells). Jest muzykiem wszechstronnym, który w swojej twórczości nie trzymał się sztywno jedego rodzaju muzyki. Kolejne albumy wyraźnie różnią się od siebie. Oldfield to przede wszystkim kontrast, raz możemy usłyszeć bardzo spokojny, wręcz melancholijny utwór, żeby za chwilę obudzić się przy mocnej rockowej piosence. W jego twórczości bardzo wyczuwalne jest odniesienie do muzyki celtyckiej, folkowej.

Co daje mi jego muzyka ? Przede wszystkim odprężenie i zapomnienie o rzeczywistości. Dżwięki są bardzo spójne, tworzą jedną całość. Wydaje się jakby kolejny dźwięk musiał tam właśnie istnieć, ten, nie żaden inny. Piękne gitarowe solówki, to największa zaleta Oldfielda. Przy nich odpływam gdzieś na wiosenne wzgórza. Jeśli uwtór nazywa się Women of Irelnad to właśnie jestem w Irlandii jeśli To France czuje się jakbym był pod wierzą Eiffla. Oldfiled potrafi znaleźć w swojej muzyce złoty środek. Utwory nie są zdobione w wymyślne dżwięki, przeciwnie, są bardzo proste. Ta prostota urzeka, nie, ona olśniewa. Przepaja pozytywnymi wibracjami, bo głównie takie możemy odnaleźć.

Co ciekawe, jeden z jego uwtorów, Shadow on the Wall, został zadedykowany trudowi walki Polaków z komunizmem. Podsumowując. Muzyka Mike Oldfielda jest godna polecenia, niezależnie od ogólnych upodobań muzycznych, chyba nie sposób jej nie lubić.

Nowe modele Kelly’s na 06′

W styczniowym numerze Magazynu Rowerowego oczom moim ukazał się pierwszy model Kelly’s na sezon 06′, był to Raptor pochodzący z serii MTBRacePro. Sam fakt pojawienia się tego modelu nie zrobił na mnie większego wrażenia, bo jakby nie było ja MTB się nie interesuję. Jednakże odnotowałem w szufladce, że oto nadchodzi nowa seria i warto byłoby śledzić postępy na stronie Kelly’s. Po kilku nieudanych próbach wejścia, oto dzisiaj ukazał mi się w całej swojej krasie katalog rowerowy Kelly’s 06′. I co widzimy : po pierwsze, żadnych całkowicie nowych modeli, zresztą i tak jest w czym wybierać; dalej, odświeżony design, czyli nowe nalepki i tego typu pierdoły; jakichś rewolucjnych zmian i rozwiązań w sprzęcie nie ma; wprowadzono do rowerów aktualne wersje przerzutek, amorów, hamulców. Ogólnie rzecz biorąc bez rewolucji. Nie mogłem oczywiście nie zobaczyć co nowego słychać u mojego modelu Exquisite DSC, okazało się, iż zaszły w/w zmiany. Jedyne radykalne posunięcie to wymiana widelca z Suntour NRX 7500 na RST CT-Free RL, który chyba ma minimalnie większy skok.

W niektórych tańszych modelach nie zmieniło się nic lub tylko rama. Więcej jest nowości w modelach z wyższej półki cenowej. Czekam tylko czy Kelly’s wprowadzi jakieś akcesoria i czekam jeszcze na….wiosnę ;). Słowem podsumowania. Dobrze, że nie czekałem z kupnem roweru, tylko bym się niepotrzebnie nakręcił, a później bardzo zdziwił.

…o zgrozo.

Patrzę na polskie życie polityczne i odechciewa mi się wszystkiego. Miało być tak pięknie : wygrana PO, prezydent Tusk, wszyscy żyją w liberalnym i tolerancyjnym kraju. A tu taka chała. I nie chcę tu w żadnym razie kogolowiek bronić czy atakować. Niedość, że PO obudziło się po wyborach z ręką w nocniku, to jeszcze na dokładkę Polska ma Prezydenta PiS, a nie Polaków. Nasz kraj powolutku staje się jakimś pseudo-demokratycznym tworem. W Sejmie mamy Marszałka, który chcąc być apolitycznym tańczy jak mu bracia K. zagrają. Premier, Prezydent i prezes PiS to w zasadzie jedna i ta sama osoba - Jarosław Kaczyński. Jeździ do swojego brata, ojcowi Rydzykowi wysyła limuzyny, podpisuje porozumienia przy udziale kamer TV Trwam. Paranoja. Ale nie tylko PiS-owi powinno się dostać. PO nie dość, że nie umie zbudować jakiejś konstruktywnej krytyki rządu to obrzuca go wszelkim błotem. To co wyczynia na arenie Donald Tusk jest czymś zatrważającym. Przed wyborami był dla mnie symbolem czystości, nieposzlakowanej opinii, a teraz ? Co kilka dni słyszę jego cięte komentarze o rządzie, sejmie. Gdzie tu jakaś merytoryczna dyskusja ? Wiem, że PO może być rozgoryczona przegraną wyborów parlamentarnych i prezydenckich, ale nie jest to powód do rzucania jakiś obrzydliwych komentarzy w stronę rządzącą.

I nie bronię tu wcale PiS-u, który za uszami ma też sporo. Choćby kontakty z TV Trwam i Radiem Maryja. To jest następna, osobna sprawa. Nie rozumiem jak można być aż tak zacofanym i udawać, że nie ma nic złego w tym, że posłowie i ministrowie jeżdżą do o.Rydzyka jak na spowiedź. Czas chyba, żeby uświadomić sobie, iż rząd nie jest przedstawicielem moheru, a narodu. Rozumiem, PiS ma władzę, ale partia jest po to żeby realizować program polityczny, a nie krzewić chrześcijańswto pośród obywateli. Niech chociaż zachowują pozory odzielenia państwa od religii, bo narazie to mamy perfidną krucjatę przeciwko homoseksualistom i innym grupom, które nie podobają się moherowi.

Na to, by w danym kraju zapanował socjalizm, wystarczy wprowadzić w nim demokrację. Karol Marks.

Czas.

Chyba każdy z nas zapewne choć jeden raz zastanawiał się nad tym czym tak na prawdę jest czas. Na pierwszy rzut oka łatwo go określić, ale gdy przychodzi do faktycznego nazwania tego czym on jest, wtedy zaczynają się schody. Moja pierwszy próba nazwania czasu wyglądała tak “Jednostka upływu czasu ?” - Ok, no jasne, że bzdura. Postanowiłem zobaczyć co na ten temat jest napisane w Encyklopedii FOGRA. Okazało się, że definicja jest dość lakoniczna. Otóż : Wielkość charakteryzująca zdarzenia ze względu na kolejność ich występowania. Nietrudno chyba zgadnąć, że pojęcie czasu będzie miało różne definicje w zależności od tego z której perspektywy będziemy na niego patrzeć. Dwa główne punkty widzenia na ten temat to punkt filozoficzny i fizyczny. Jako, że przyjemności powinno zostawiać się na koniec, tak więc najpierw zajmę się opisem czasu w ujęciu fizyzycznym.

Czas - wielkość służąca do chronologicznego uporządkowania zdarzeń. Jednym z pierwszych uczonych, który zajął się istotą czasu był Newton. Stwierdził on, że czas jest wielkośćią absolutną, bezwzględną i niezależną od jakichkolwiek czynników, czyli wszędzie upływa w jednakowy sposób i nie ulega żadnym deformacjom. Taka definicja czasu, była powszechnie znana aż do momentu powstania szczególnej teorii względności Einsteina. Stwierdził on, że czasoprzestrzeń jest czwartym wymiarem, w której na upływ czasu wpływa siła grawitacji. Oznacza to, że czas będzie płynął z różną prędkością w zależności od siły grawitacji w danym miejscu Wszechświata.

STW odrzuciła pojęcie “równoczesności zdarzeń”, ktora dla Newtona była rzeczą oczywistą. Wg. niego jedna sekunda trwa tyle samo bezwględu na to gdzie jesteśmy. Einstein twierdził, że czas jaki upłunął między dwoma zdarzeniami, będzie zależał od tego czy znajdujemy się na Ziemi czy też poruszamy się gdzieś w przestrzeni kosmicznej z ogromną prędkością. Najlepiej tą sytyację obrazuje “paradoks bliźniaków”.

Jeden z braci wyrusza w podróż kosmiczną z prędkością bliską prędkości światała, zaś drugi pozostaje na Ziemi. Po kilku ziemskich latach brat podróżnik powraca na Ziemię. Wg. Newtona obaj postrzali by się tak samo. Wg. Einsteina bliźniak który pozostał na Ziemi jest starszy od swojego brata. Bracia padli ofiarą zjawiska dylatacji czasu.

Tyle by było nt. czasu w fizyce. Teraz zajmijmy się jego czysto filozoficzną stroną. Pozwole sobie przedstawić najpierw własne poglądy, później poglądy kilku innych osób na tą sprawę. Po pierwsze twierdzę, że czas został stworzony przez i na potrzeby człowieka, jest po prostu jego wytworem, potrzebnym do funkcjonowania. Określa następujące po sobie zdarzenia. Dla przyrody, wszechświata jest on czymś zupełnie nieznanym i obojętnym. Wszystkie istoty poza człowiekiem nie zdają sobie sprawy z jego istnienia, ważne jest tu i teraz. Wiedza o istnieniu czasu nie przydaje się im, bo po prostu nie ma do czego.

Następna sprawa to względność jego upływu. Spoglądając na teorię Einsteina, trzeba uznać, że jest on rzeczywiście względny, płynie z różnymi prędkościami, ale teoria ta odnosi się do skrajnych warunków. Oznacza to, że dla zwykłego zjadacza chleba czas (fizycznie) jest bezwzględny. Czyli zakładam bezwględność czasu ziemskiego, co jest ważne dla następnych rozważan. Jeśli popatrzymy na jego istotę z takie codziennego, powszedniego punktu, to można odnieść wrażenie, że w zależności od tego w jakiej sytuacji jesteśmy płynie on różnie. Siedząc w domu cały dzień, czekając na jakieś wydarzenie czas strasznie się dłuży, gdy zajmujemy się jakąś pracochłonną rzeczą czas płynie niespodziewanie szybko, po prostu umyka przez palce. I tutaj dochodzimy do momentu, w którym możemy stwierdzić : “Względne jest poczucie czasu, a on sam jest bezwględny”. W tym zdaniu zamyka się mój pogląd nt. czasu.

Teraz pozwolę sobie przytoczyć moją rozmowę z towarzyszką Marysią M. :

1. Czy czas jest względny ? Tzn, że płynie różnie dla różnych osób czy może sekunda to sekunda i nie ma o czym rozmawiać ?

2. Czy czas jest czymś wytworzonym przez człowieka, na jego potrzeby, a tak naprawdę w przyrodzie nie ma znaczenia i gdy nie ma człowieka, który jest jego świadom on nie istnieje ?

3. Krótka rzeczowa definicja czasu.

Ad.1 Czas jest to pojęcie typowe dla ludzi, rozumiesz? Występuje w naszym ziemskim i doczesnym rozumieniu jako jednostka przemijania. Sekunda to sekunda taka sama i bezwzględna, ale jeśli robimy dużo ciekawych dla nas rzeczy to mamy wrażenie, że czas płynie szybciej, dlaczego? Bo to nas pochłania, tracimy “poczucie czasu” przestajemy o nim myśleć stąd - szczęśliwi czasu nie liczą, a kiedy sie nudzimy to liczymy każdą minute - marnujemy czas- bo on nieustannie mija. Przez to mamy wrażenie że raz jednostka czasu jest krótka, a raz długo

Ad.2 Czas jest charakterystyczny dla człowieka, na jego potrzeby, bo funkcjonuje początek i koniec, ludzie muszą się otaczać liczbami czymś wymiernym porównywalnym, pojętym dla logiki i umysłu.
Teraz posłuchaj: przeciwieństwem czasu jest wieczność. Jedyną osobą która jest wieczna jest Bóg. Dla Niego tylko nie istnieje pojęcie czasu. To jest bardzo trudne dla umysłu. Nie ma człowieka, który nie jest świadom istenienia czasu. Przynajmniej człowieka ,który nie cierpi na żadne z zaburzeń układu nerwowego…

Moje podsumowanie : dobre.

W napisaniu tego posta posłużyłem się materiałami z Wikipedii oraz z miesięcznika Focus.

Następna strona »